Publiczna Szkoła Podstawowa w Celestynowie

Statystyki

  • Odwiedziło nas: 323225
  • Do końca roku: 305 dni
  • Do wakacji: 116 dni

Wypracowania uczniów

 

Pierwszy dzień w szkole

Moja mama, jak miała 14 lat, przeprowadziła się do Olszewic. Do szkoły zaczęła uczęszczać w okresie zimy od drugiego półrocza. Pierwszego dnia do szkoły przyprowadził ją dziadek. Mamie strasznie się podobało to, że budynek jest otoczony lasem. Najbardziej urzekły ją zajęcia w szkole. Zapamiętała salę biologiczną, była bardzo ciekawa i ładna. Polubiła swoją klasę oraz nauczycieli. Wszyscy byli dla niej mili  i uprzejmi. To był najlepszy dzień w szkole dla mojej mamy.

Klaudia Z

 

Smutne wydarzenie

Moja ciocia Agnieszka pamięta smutne wydarzenie ze swoich szkolnych lat. Gdy była w piątej klasie, nie nauczyła się wzorów na obliczanie pola figur. Nauczycielka od matematyki dała jej karę. Musiała na drugi dzień napisać na kartce po dwadzieścia razy wzór każdego pola. Na następną lekcję napisała je, lecz była kartkówka, a ponieważ się nie nauczyła, dostała jedynkę. Musiała pisać wzory i brakło jej czasu na naukę. Była smutna, więc po szkole poszła do swojej przyjaciółki . Poprosiła ją o radę. Nie chciała, żeby rodzice dowiedzieli się  o jedynce. Koleżanka jej powiedziała, że lepiej będzie, jeśli rodzice dowiedzą się od niej o złej ocenie niż od nauczycielki. Moja ciocia posłuchała rady przyjaciółki i postanowiła o wszystkim powiedzieć rodzicom.

Martyna K


Kto odrobił pracę domową?

Moja mama opowiedziała mi pewne ciekawe wspomnienie ze szkoły. Gdy była w szóstej klasie, kolega z piątej klasy poprosił ją, aby odrobiła mu pracę domową  z matematyki, ponieważ była dla niego trudna. Mama zrobiła mu wszystkie zadania  i kolega ten dostał piątkę. Bardzo się cieszył. Niestety, wszystko się wydało, bo na lekcji matematyki pani poprosiła chłopca do tablicy i kazała mu rozwiązać jedno zadanie z pracy domowej. Nie potrafił go rozwiązać.  Wówczas pani zapytała go: Kto ci odrobił pracę domową? On szczerze odpowiedział: Renata K... .

Łukasz K

 

Wycieczka do lasu

W dzień wagarowicza grupa dziewcząt ze szkoły wybrała się na pieszą wycieczkę. Wśród nich była moja mama.  Dziewczęta chciały odwiedzić ogrodzone miejsce w lesie, gdzie mieszkają żubry. Gdy  już tam doszły, okazało się, że żubry  są na wolności. Wszystkie bardzo się wystraszyły i zaczęły uciekać przed siebie. Po jakimś czasie zatrzymały się w lesie i nie wiedziały gdzie się znajdują. Straciły orientację. Dwie godziny błądziły po wielkim i gęstym lesie. Nie umiały z niego wyjść. Były zmęczone  i załamane. Nagle jedna z dziewcząt wpadła na pomysł, żeby pójść wzdłuż linii elektrycznej. Udało im się wreszcie wyjść z lasu. Gdy rozejrzały się wokoło, zobaczyły wieś Wąwał. Bardzo zmęczone wracały długo do domu. Od tej pory już nigdy nie wybierały się same na wycieczkę do lasu.

Patryk M


Wspomnienia mojego taty o Bolku i grzejniku

Najzabawniejszy dzień ze szkoły, jaki pamiętam, to przygoda z Bolkiem i grzejnikiem. Było to we wrześniu 1977 roku. Przybyły wtedy nowe klasy, a w jednej z nich uczył się Bolek. Gdy nastał pierwszy dzień nauki  i zadzwonił dzwonek na lekcję, wszyscy uczniowie zmierzali do sali, tylko on jeden został na korytarzu. Okazało się, że Bolek bojąc się nauki, przyczepił się do grzejnika  i nie chciał go puścić. Nie pomagały prośby nauczycielki. Na pomoc ruszyło pół klasy. Udało się kolegę odczepić od urządzenia grzewczego. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Bolek wchodził z innymi do sali, ale zapału do nauki nie miał.

Albert K


Wspomnienia mojej mamy

Osoba, z którą rozmawiałam, i która uczyła się  w szkole w Celestynowie  to moja mama. Najciekawszym dniem dla niej było rozpoczęcie nauki w klasie 0 i odebranie swoich pierwszych podręczników pt. „Mam 6 lat”. Ciekawą rzeczą było też poznanie się z koleżankami i kolegami. Moja mama dobrze pamięta kącik zabawy, w którym było dużo zabawek dla dziewczynek. Chłopcy też mieli swój kącik. Najzabawniejsze wydarzenie dla mojej mamy miało miejsce wtedy, gdy chodziła do drugiej klasy. Wraz z koleżanką wpisały sobie oceny do dziennika. Śmieszne w tym było to, że wpisały sobie dwójki a nie piątki. Oczywiście miało to swoje konsekwencje, bo pani nauczycielka za karę zostawiła oceny w dzienniku. Najsmutniejszym wydarzeniem był dzień zakończenia 8 klasy szkoły podstawowej. Smutne było dla niej rozstanie się z klasą   i nauczycielami. Podczas rozmowy widać było, że bardzo sympatycznie wspomina naukę w szkole  w Celestynowie.     

 Karolina S


Wspomnienia mojego taty

Przeprowadziłam rozmowę z moim tatą   – absolwentem roku 1987. Najciekawszy dzień, jaki wspomina mój tato to ten, w którym wygrał zawody rejonowe w tenisie stołowym. Mój tato był i jest pasjonatem tego sportu, więc na te zawody czekał  z niecierpliwością. Postanowił sobie, że przywiezie do szkoły puchar. Po zaciętej walce odniósł  wymarzone zwycięstwo. Za odniesiony sukces, po powrocie do szkoły, dostał piątkę z geografii od samego pana dyrektora. Innym wspomnieniem mojego taty była transmisja pogrzebu dostojnika państwowego  w Rosji, którą w atmosferze powagi oglądała na stołówce cała społeczność szkolna. Najzabawniejszy    z czasów szkolnych był dzień zbiórki zuchów zorganizowanej przez Bożenę J.. Odbywały się wtedy różne zabawy (na przykład zabawa w podchody),  w trakcie których zgubił się kolega. Okazało się, że chłopiec  chciał zażartować ze wszystkich i schował się w pomieszczeniu, gdzie były szczotki. Za takie psikusy chłopcy otrzymywali „łapy”. Tak to się skończyło i tym razem.         

 Agata J


Historia drzew w pobliżu szkoły

Mój tato pamięta różne zdarzenia  ze swoich szkolnych lat w Celestynowie. Opowiedział mi, jak co roku razem z kolegami  i koleżankami biegali na plac przy starej szkole na pyszne czereśnie. Oczywiście nie mogli tego robić, a mimo wszystko,  na przerwach wymykali się całą grupą do sadu. Bywało tak, że drzewa czereśniowe zostawały nawet bez liści. Pamięta też, jak kolega podczas przerwy wspinał się na młode drzewka rosnące na placu szkolnym, niszcząc je w ten sposób. Z okna szkoły zobaczył te wyczyny dyrektor i kolega został surowo ukarany.

Patryk K

 

 

Dzień Sportu

Mój brat  chodził do tej szkoły siedem lat temu. Miło wspomina Dzień Dziecka. Zamiast zwykłych zajęć, był to dzień sportu. Uczniowie zostali podzieleni na drużyny. Każda drużyna musiała najpierw pokonać tor przeszkód, a później była rywalizacja w piłce nożnej. Kiedy komisja zliczyła wszystkie punkty, okazało się, że drużyna mojego brata odniosła zwycięstwo. Chłopcy z jego drużyny bardzo się cieszyli. Po rozgrywkach sportowych odbył się poczęstunek na świeżym powietrzu, gdzie wszyscy miło spędzili czas.

Tomasz W

 

Wycieczka do zoo

Wiadomości o dawnej szkole otrzymałam od babci Marii. Babcia opowiedziała mi o szkolnej wycieczce.Pewnego słonecznego dnia wszyscy zebraliśmy się w szkole o dziewiątej rano. W tym dniu była zaplanowana wycieczka do zoo. Autobus czekał na nas już przed szkołą. W drodze do ogrodu zoologicznego stanęliśmy przy kiosku. Kupiliśmy sobie różnego rodzaju słodycze. Niestety nasz wybór nie był dość trafny. Ciastka okazały się okropne, a nam szkoda było pieniędzy, za które je kupiliśmy. Gdy dojechaliśmy do zoo, ustawiliśmy się w pary. Nauczycielka policzyła nas i całą grupą weszliśmy za bramę. Naszym oczom ukazał się niezwykły widok. Czuliśmy się jak na wycieczce po którymś z egzotycznych krajów. Do tej pory nie mieliśmy pojęcia jak wyglądają niektóre zwierzęta. Wszyscy pochodziliśmy ze wsi, na co dzień zajęci pracą  w polu mogliśmy podziwiać jedynie drób, bydło  i konie. Tu, za bramą zoo był zupełnie inny świat. Wielu z nas dało by wszystko, aby móc zostać   w nim jak najdłużej. Na samym początku z bliska przyglądaliśmy się małpom. Nie wyglądały jakby szczególnie cieszyły się z naszych odwiedzin. Patrzyły ,,spod byka” , co chwilę zmieniając swoje położenie. Dla ocieplenia atmosfery i z chęcią zaprzyjaźnienia się z osobnikiem chłopcy postanowili podzielić się z nimi ciastkami. Wrzucili kilka do klatki. Małpa dość niechętnie podeszła bliżej. Zamiar przyjaźni za bardzo się nie powiódł. Zwierzę od razu wypluło kęs pożywienia i rzuciło ciastkiem w naszą stronę. To był wyraźny znak, że odwiedziny małp właśnie się skończyły. Postanowiliśmy udać się tym razem do wybiegu dla słoni. Słyszeliśmy o ich ogromnych rozmiarach ale na żywo wydawały się jakby jeszcze większe. Nabierały wodę z sadzawki  i wystrzeliwały w górę, a ona spadała na ziemię tworząc przyjemny, chłodny deszczyk. Pani opowiedziała nam, że jest to ich sposób na upalne dni i możliwość schłodzenia ciała.  W zoo zobaczyliśmy jeszcze kilka innych gatunków zwierząt. Wszystkie miały w sobie coś, co nas zachwycało. Smutno było usłyszeć, że musimy już wracać do domu.                      

Martyna W